• Wpisów:43
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:6 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 776 / 769 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tyk...Tyk
Zegar odlicza sekundy, jak moje serce...
Pik...Pik
Odlicza życie
Może żałuje w tej chwili właściciela, który bezrozumnie postępuje...
Może żałuje, że pozwoliłam na to aby ktoś inny zbliżył się zanadto.
Zbyt blisko.
Wykorzystując naiwną niewinność.
Głupotę ludzką.
Trzymając się z dala czułam się pusta... ale teraz ta pustka jest jeszcze większa.
A serce nawet nie potrafi już żałować...
Może później.
Może kiedy będzie bolało bardziej.
Może kiedy będzie bolało mniej.
Nie ufałam tak bardzo, nie bolało mocniej, byłam tak pięknie ukryta przed światem.
A teraz gdy ufam boli okropnie, bo zamiast się schować zostawiłam serce otwarte, odsłonięte...
Zapolowałeś..
Brawo.
Tylko zabierz je ze sobą, niech już nie boli...
 

 
Dlaczego mnie nie słuchasz?
Dlaczego ignorujesz moje prośby?
Nie dasz sobie spokoju?
Chcesz osiągnąć cel niezależnie od wszystkiego?
Powiedziałam Ci czego ja pragnę, ale Ty... Ty zdajesz sę słyszeć ale nie słuchać.
Oddalasz się po to by na nowo rozpocząć podchody.
Łasisz się jak kot chcący dostać nagrodę.
Tym razem nie ulegnę.
Będę stanowcza.
Czeka nas ciężka rozmowa.
Ciekawe czy tym razem znikniesz na zawsze...

 

 
Witaliśmy wspólnie wschodzące Słońce.
Wraz z mgłą i rosą na trawie.
Byłeś ze mną.
Zostałeś trochę dłużej, nie odszedłeś wraz z sennymi obrazami.
W ten chłodny poranek witaliśmy nowy dzień.
Jednocześnie żegnając się.
Oboje nie wiemy co dalej.
Oboje nie wiemy do kiedy.
Wschód Słońca zakończył to co się działo.
Przeżyłam co chciałam, dostałam to o co prosiłam.
A teraz mogę wrócić do spokojnego, szarego życia gdzie nie ma emocji.
Ale nie wiem czy już tak potrafię....


 

 
Znalazłeś mnie.
Zwabiłeś podstępem, zachowałeś pozory...
Stanowczy, opanowany, pewny swych zamiarów.
Znalazłeś mój czuły punkt.
Twoje usta na mojej szyi, delikatne łaskotanie i szorstkość zarostu.
Twoje dłonie obejmujące mnie w bezpiecznym uścisku.
Poza nimi nie ma świata.
Niema nic....
W tej chwili nic innego nie ma znaczenia.
Nawet zdrowy rozsądek.
Łamię się ulegając Twoim słowom.
Już nie jestem stanowcza,już nie odsuwam się od Ciebie.
Resztkami sił mówię stop...
Nie chcę?
Nie mogę tego powiedzieć...
Przytulasz mnie mocniej w odpowiedzi na mój słaby protest.
Wykorzystasz teraz chwilę mej słabości?
Chwile kiedy byłam szczera...
Czy chcesz tego co się szybko zacznie i skończy równie szybko jak słomiany zapał?
Przecież nie chcesz nic więcej.
Oprócz tej jednej nocy...
 

 
Miałam być stanowcza, miałam postawić na swoim...
Miałam trzymać się bezpiecznej odległości.
Zastopować bieg wydarzeń po ostatnim.
Miałam być silna i nie patrzeć na to co czujesz, powiedzieć co chcę, co powinnam.
Co powinnam.
I co teraz jak to się potoczyło?
Idę z Tobą tam...
Z dala od domu. Od tego co znam. To tylko jedna noc.
Nic nieznacząca.
Potem, potem się odetnę.
Na jakiś czas.
Zobaczymy co potem...

 

 
Niebo płacze nocą ciemną.
Już nie ma srebrnych promieni dodających otuchy.
Pozostał chłód, zimne krople deszczu odbierają resztkę ciepła.
Nie płaczę z niebem
Niech ono opłakuje wszystkie stracone szanse, również moją.
Na ucieczkę ?
Szum wiatru za oknem nie przypomina w niczym tamtego wieczoru.
Nic go nie przypomina.
Oprócz Ciebie.
Po raz kolejny czytam wiadomość zastanawiając się czy odpisać.
Jeśli tak?
To przyjdziesz nocą ciemną cicho czy brutalnie.
Będziesz czuły, delikatny, czy niespokojny i niedelikatny?
Będziesz moim księciem?
Czy tym zbójem z okrwawionym sztyletem w dłoni?
Powinnam uciekać?
 

 
Delikatne promienie księżyca przebijały się przez ciężką zasłonę chmur.
Lepka wilgoć otaczała wszystko.
Słaby blask promieni oświetlał świat.
Już nie było tak strasznie.
Patrzyłam na mijane pola po których sunęła gęsta mgła, sarny nawet nie spłoszone naszą obecnością.
A pomiędzy nami ciemność.
Chyba nawet na Ciebie nie spojrzałam, nie wiem jak prowadziłeś, jak znalazłeś drogę.
Czy patrzyłeś na mnie?
Czas płyną tak wolno po to aby niespodziewanie przyspieszyć.
Wysiadając patrzyłam w niebo,w tę srebrną poświatę, która rozpływała się wokół nas.
Nie wiedziałam co dalej...
Ale nie czułam się taka przerażona, nie czułam w tej chwili strachu.
Nie wiem co czułam.
Może zagubienie.
Ale nie strach.
Delikatne muśnięcie,kiedy pochyliłeś się nade mną.
Szorstkość Twej skóry była jednocześnie jak skrzydła motyla.
A ja widziałam ponad Tobą srebrną poświatę Księżyca...
Wrócił strach, wróciła niepewność kiedy wracałam sama zimną lecz przyjazną nocą.
Wróciły obawy, a ja patrząc przez okno zatapiałam się w srebrnej poświacie Księżyca...



 

 
Czas zacząć zastanawiać się nad tym co myślę, co piszę, czego pragnę....
Zaraz o co to prosiłam ? Tak niedawno...
O emocje? O chwilę kiedy będę czuła że żyję?
I co to tak szybko działa?
Po co mi to było? Dlaczego pragnelam czegoś w czym sie dobrze czuć nie będę, dlaczego prosiłam o szansę przeżycia czegos czego przeżyć nie będę potrafiła.
Dlaczego nie potrafię siedzieć cicho i trzymać jezeyka za zębami?
Przecież ja nie potrafię tego czuć....
Nie potrafię zaangażować się na tym poziomie...
Przecież o tym wiedziałam.
Może łudziłam się że to się zmieni...
Może wcale nie miałam nadziei że coś się zmieni.
Znowu sie boję...
Tak bardzo.
Ze to pójdzie nie w tę stronę w którą bym chciała i nie w ten sposób w który powinno.
Nauczyłam się żyć w pewnym stopniu samotnie i teraz chyba nie chcę nawet zmiany.
Jestem do bólu nudna i samotna.
I ta samotność wydaje się być moim przeznaczeniem moim życiem.
Az do dziś.
I co ja mam teraz zrobić.
Po tym co się wydarzyło...
To była jednoznaczna sytuacja.
Ja się tylko boję...
 

 
A co by było gdybyś teraz nagle pojawił się w moim życiu?
Wcale nie spokojny, nie delikatnie, nie z czułością.
Co by było gdybyś się pojawił w moim małym świecie?
Zawrócił w głowie, zajął czas i i wprowadził bałagan w poukładane dni?
Czy kiedy byś się zjawił powitałabym Cię z radością tylko dlatego, że wprowadzasz emocje?
Czy przyjęłabym Cię takim jakim byś był bo tak dyktowała by miłość czy desperackie poszukiwanie drgania serducha?
Po to by następnie znowu modlić się ciemnymi nocami i pustkę w klatce, reset umysłu i wspomnień.
Prosząc o to aby znowu było nudno, ale bezpiecznie?
Co by było gdybyś nie przyszedł jako książę ?
A jako zbój niszczący dziewczęce serca?
Czy powitałabym Cię z uśmiechem, ponosząc niszczące konsekwencje tylko po to aby czuć przez chwilę życie?


 

 
Od mojego ostatniego wpisu pełnego rozdarcia i dziecięcego zagubienia wiele się zmieniło. Tak jak podejrzewałam odnalazłam względny spokój i opanowanie. Moje wewnętrzne ja nie jest już rozjebanym jeżem na drodze. Jeżyk się kuruje.
Jako osoba niedojrzała emocjonalnie ogromnie tego już nie przeżywam chociaż nie powiem wiele wysiłku kosztowało mnie nabranie dystansu i oznaczenie pewnej wartości nalepką ,,Nietykalne!!!"
Trzymam się tego i dość dobrze mi idzie, trzymam sie na dystans. Zimna może obojętna, znajduję sobie pozorne uciechy gdzie indziej.Tak jest dobrze kiedy cieszę się z każdego dnia, z każdej chwili, z najmniejszego szczegółu mojego życia. Podniosłam się z emocjonalnego nierozgarnięcia potrzebowałam czasu i słów przyjaciela. Tak bardzo pomogło, chociaż tak wiele musiałam przejść sama.
Ale teraz wiosna i ja staram się jej dorównać, nie spać w tym co było, rozpocząć coś od nowa, chociaż na starych śmieciach.
 

 
Jesteś tak blisko a jednocześnie tak daleko.
Codziennie Cię widzę, Ty mnie też,ale mamy wobec siebie tak różne zamiary i plany..
To aż boli, ta obojętność.Ale nie to jest najgorsze, tolerujesz mnie, tak mi się wydaje. Bo musisz, bo gdzie byś się podział w te chłodne wieczory...
Kiedy nie mogę wyjść stoisz pod moim domem, a czasem stoisz i nawet nie napiszesz. Ale pogodziłam się z tym.
Z twoją reakcją i odczuciami, uczuciami.
Co ja mówię nie pogodziłam się, i nie pogodzę.
Chciałabym, bo to uszczęśliwiło by wielu.Zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale teraz mam to w nosie. Bo przez całe życie aż dotąd byłam stanowczą, rozsądną, poukładaną, podchodzącą realistycznie do życia dziewczynką.
Chciałabym nadal taka być,i przeraża mnie ta zmiana. Bo wszystko co logiczne i racjonalne wydaje się bezpieczne. Do przewidzenia.
Ten realizm jest we mnie. Jestem obiektywna, wiem że nic do mnie nie czujesz, i nie poczujesz dopóki nie zmienię się. A zmiana ta będzie głównie dla mnie dobra i tylko ja z niej skorzystam.
A nawet wtedy nie mam pewności...
Zapomnieć i nie czuć. Tak by się chciało.
Ale może nie, może lepiej czuć niż być zimną skałą.
Czas jedynym sojusznikiem...
A głupia nadzieja pozostaje

http://b2.pinger.pl/00bc1ed8c66bb2b9e2a2c939d0a0d031/thb_7655.jpg
 

 
Reset umysłu. Najpierw stres, a potem chwile z tymi których obecność rozwiewa większość lęków i niepokoi. Obecność tych, którzy jak rodzina, a nawet i częściej byli przy mnie. I ta błoga pewność , zapewnienie o bezwarunkowej miłości. Słowo dziękuję i kocham w tym momencie znaczy najwięcej, a jednocześnie najmniej. Choć tyle chwil pełnych płaczu i smutku, tyle chwil pełnych złości i goryczy
Nie mogę nie docenić tych podarowanych nanosekund szczęścia i miłości pośród godzin obojętności i marazmu.
Być przy tych których kocham.
Obecność tych których kocham.

To tylko marne słowa sklecone na trzeźwo a może po pijaku.
 

 
Wróć do mnie.
W wiatru powiewie. Wróć do mnie. Kiedy nocą ciemną zatapiam się w puchu marzeń.
Badz wtedy przy mnie. Wróć kiedy zamyślona ślęczę nad supłami z problemów. Wróć i kochaj tak obiecująco jak to czułam wcześniej. Kiedy zjawiłeś sie niespodziewanie i tak równie cicho zniknąłeś.
Wróć do mnie w kroczącej o świcie mgle.
Przyjdź kiedy Cie potrzebuje.
Zapełnij pustkę która mnie wypełnia.
Wróć chociaż we śnie.
Wróć tak.jak przyszedłeś. Po cichu, delikatnie i ukołysz moje rozedrgane wnętrze.
Wróć aby nad ranem zniknąć wraz z innymi sennym obrazami.



  • awatar Gość: Uwielbiam Cie Jestes niesamowita Niech Cie kołyszą do snu źdźbła trawy Niech świerszcz śpiewa pieśni miłosne Niech słowik opiewa twe sny A Ty przyjdź do mnie we śnie I na jawie przytul do serca...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Śniłeś mi się dziś, zupełnie inny. Inny, nie taki jakim Cię znam. Byłeś delikatny i opiekuńczy.
Czuły, martwiłeś się o mnie.
W każdej chwili czułam, że Ci na mnie zależy,czułam miłość, którą nosisz w sobie.
Czułam Twój wzrok na mojej twarzy, czułam jak bardzo pragniesz dotyku mojej dłoni.
Poznałam ból z którym się zmagasz nie mogąc być blisko mnie, nie mogąc mnie chronić.
Czułam, że zrobisz dla mnie wszystko.
Byłeś taki inny.
Taki nierealny.
Nie ma Ciebie...
Nie istniejesz.

 

 
Jesteś na mnie zła?
Dlaczego?
Przecież to Ty nawet na mnie nie spojrzałaś.
Bo nie wypadało?
Wcześniej to nie sprawiało problemu.
Jaki problem może sprawić spojrzenie i delikatny uśmiech?
Zwykłe drgnięcie mięśni.
Jesteś na mnie zła?
Dlaczego?
Dlatego, że nie podeszłam po wszystkim?
To Ty uciekłaś w grupkę osób których za dobrze nie znam.
Odwrócona tyłem oczekiwałaś że podejdę?
Nie czułam się szczególnie zaproszona do konwersacji.
Jesteś na mnie zła?
Dlaczego?
Dlaczego teraz to ja czuję się jak winna ciężkiej zbrodni chociaż umysł podpowiada mi, że moje zachowanie było w miarę racjonalne i zapobiegawcze.
Dlaczego czuję, że powinnam podejść by usłyszeć, że niestety nie macie czasu i się wszyscy rozejdziecie?
Przecież to nie pierwszy raz kiedy tak się to skończyło...

 

 
Zastój w życiu.
Stoję w miejscu nie idąc ani do przodu.
Nie cofając się, nawet małe kroczki w bok, wychylenie od standardu nie wychodzi.
Nie chcę,
nie mam siły.
Nie głównie to nie chcę.
Stoję i patrzę i nie widzę, słyszę słucham i nie wiem co słyszę.
Idę a stoję.
Niby człapię a jednak nie.
Małe niezdarne kroczki, a tkwię tam gdzie byłam.
Czuję... nie już nie czuję.
Czułam.
Teraz jestem taka jakaś pusta.
Nie smutna.
Nie cierpiąca.
Nie szczęsliwa, choć uśmiechnięta.
To nawet uczucia stoją w miejscu.
Są chłodne, wyważone, przeanalizowane.
A mi to nawet nie przeszkadza....
I gdzie się podział człowiek, który żąda wrażeń ?
Senni opada powieka, a ja obudzę się tu jutro.
Tkwiąc w tym samym miejscu.
I będzie dobrze.
  • awatar style001: konkurs https://www.nivea.pl/moja-nivea/testy-i-konkursy/lato-w-miescie-72?utm_source=Novem&utm_campaign=NIVEA-CLUB&utm_medium=display&utm_content=latowmiesie2017
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Choćby było źle. Choćby świat się walił. Choćby zginęły wszelkie marzenia. Choćby nie było sensu życia. To nic bo ona jest ze mną. Maleńki płomyk przekształcający się powoli w wielki pożar palący pesymistyczne myśli, rozjaśniający mroki życia, dodający otuchy. - NADZIEJA.
Gdzie ty jesteś mój pomocniku, o tu właśnie tu tu w moim sercu. Tu bądź i nie odchodź bo bez Ciebie nie mam szansy na przetrwanie.
Promyku przebijający się przez ciężkie chmury doświadczenia, skąd wiesz kiedy należy je rozgonić? Który moment jest właściwy? skąd się bierzesz i dlaczego zawsze, niestrudzenie mnie szukasz. Czasem rezygnuję z Ciebie po to aby następnie w szaleńczym biegu o życie znaleźć Cię, przytulić i już nie wypuszczać z ramion, zamknąć w słoiku z różową naklejką. Z napisem wielkimi czarnymi literami.
Na mroczne chwile,na brak rozwiązań, na czas kiedy nie możesz znaleźć wyjścia, kiedy nic nie ma sensu. Po prostu ja.
Otwieram ją i wtedy wypuszczam, a ona działa cuda i leczy moją zranioną duszę. I znowu skąpo i zazdrośnie wciskam ją do słoika, aby nigdy nie odeszła, nie uciekła i nie zgasła.
A gdy zgaśnie. Nie będzie już nadziei. A bez niej życia.
Nie gaśnij !



Mimo iż ja czasem to robię...
 

 
Być daleko od fałszywych ludzi i zła.da się zrobić.Odejść od nich, uciec jak najdalej. Da się zrobić.
Uciec od kogoś kogo kochasz a mimo to nienawidzisz. Trudne.
Ale uciec stąd. Od tych wspomnień, od tego co się zdarzyło.Od Twojego uśmiechu. Od głosu, od widoku twojej twarzy we wspomnieniach.Uciec jak najdalej. Uciec od Ciebie gdy codziennie Cię widzę. Uciec jak najdalej. Od Twojej obojętności i chłodu. Uciec jak najdalej. Od Twojego wzroku, od powagi od Twojego dotyku w snach. Uciec jak najdalej.
Od tej niechęci do mnie Uciec i nie wrócić. Tak by tego nie czuć uciec i nie wrócić uciec i zobojętnieć. Uciec i pokochać. Uciec biegnąc jak najdalej, na koniec świata, gdzieś gdzie nie będę czuć nie pamiętać nie śnić.
Uciec stąd jak najdalej ...
 

 
To wszystko. Wydaje się nam, że mamy tak wiele kiedy tak na prawdę nic nie posiadamy.
Czujemy się panami życia, trzymając w garści szczęście, zdrowie, świat.
Królowie wszechświata o wielkiej nie poskromionej władzy.
Panowie życia bo przecież jest ono nasze i my nim zarządzamy.
Jesteśmy wielcy, nieposkromieni w swym mniemaniu, w rozbuchanym do granic możliwości ego.
Tak niewinnie jesteśmy wielcy i mamy wszystko.
Do czasu...
Przychodzi taki moment kiedy wszystko mija. Kiedy okazuje się że zostajemy z niczym, nic nie posiadając.
Kiedy stajemy sie nikim, bezwartościowym numerem PESEL.
Bo straciliśmy to co zdołaliśmy nagromadzić, bogactwa, rzeczy, fałszywych bądź prawdziwych przyjaciół. Ci pierwsi odchodzą bardzo szybko i nie powinniśmy za nimi tęsknić.
Tracimy bliskich, czas mija a jak wiemy każdy kiedyś odejdzie.
Tracąc wszystko rodzinę, dobytek, godność, status społeczny zdrowie. Nic nie masz. Nic nie jest twoje.
Zostajesz z niczym odchodząc z bagażem doświadczeń i wspomnieniami.
Znikają pieniądze.
Odchodzą przyjaciele, rodzina.
Nikt już Cię nie pocieszy i nie doradzi.
Bo tak na prawdę nie masz władzy nad swoim życiem
nad zdrowiem
nad miłością
nad przyjaźnią
I chociaż zawładniesz pieniędzmi i bogactwami tego świata.
Będziesz próbował zawładnąć nad ludźmi.
To nie zyskasz u nich szacunku, bezwzględnej miłości i oddania.
Nie masz władzy nad sobą, co dopiero nad ludźmi.
Jak więc zawładniesz nad światem?
Zostaniesz z niczym.
To co posiadasz, to co rzekomo jest Twoim bogactwem, to czym tak się chlubisz i cieszysz, to co daje Ci ulotne fałszywe szczęście to tak na prawdę.
Marność nad marnościami i wszystko marność.!
Bo i tak to minie, i tak Ci to zabiorą i tak zostaniesz z niczym i tak odejdziesz stąd samotny, obnażony w swych niedoskonałościach i bólach, obdarty z godności, szukając szczęścia i ukojenia bo z tond nic nie zabrałeś
I nic nie zabierzesz.